Szczekająca literatura #20 Historia świata na czterech łapach
Nigdy nie byłam wielką fanką historii w szkole. Nauka dat, nazwisk, wydarzeń, a jeszcze łączenie ich ze sobą w ciąg logiczny, to był dla mnie koszmar. Nie umiałam zmusić swojego mózgu do zapamiętywania takich informacji. Jednak samo poznawanie historii, tego co działo się na przestrzeni dziejów, że nasz świat wygląda tak, jak wygląda, było dla mnie, i nadal jest, bardzo fascynujące. Ale zaciekawienie mnie takimi treściami, to nie jest prosta sprawa. Naukowy bełkot nie wchodzi w grę, bo zmęczę się i usnę już po pierwszej stronie. Książkę "Historia świata na czterech łapach" pochłonęłam w 2 dni (i to tylko ze względu na ograniczoną ilość czasu na czytanie). To mówi samo za siebie! Jeśli tak jak ja, lubicie czytać książki napisane z humorem i pasją, a jednocześnie chcielibyście poznać trochę pieskowej historii, to przeczytajcie tą recenzję do końca.
Mackenzi Lee, autorka recenzowanej książki, uzyskała tytuł magistra z historii. Znana jest z pisania książek dla dzieci i młodzieży. Ta konkretna pozycja jest trochę jak bajka Shrek. Jak przeczytać ją dziecku, to będzie słuchało z zainteresowaniem, ale jak przeczytać ją samemu, to docenia się żarciki autorki. Podziwiam jej chęć dojścia do źródła każdej opowieści. Na końcu książki mamy nawet bibliografię, na podstawie które tworzono każdą historię. Nie jest to więc książka pełna "bajek" a faktycznych opowieści historycznych o wyjątkowych psach. Na tyle wyjątkowych, że zapisały się na kartach historii i były wspominane przez ówczesnych wieszczy.
W książce mamy opowieść o pierwszym psu, którego imię zostało odnotowane - Abuwtiyuw (nie, nie zacięła mi się klawiatura, tak naprawdę nazywał się pies egipskiego króla ok. XV w. p. n.e., którego o ironio imienia nie znamy). Poznajemy też Saura, Norweskiego Elkhunda, który został królem miasta Trondheim w Norwegii. Dowiadujemy się, że do złamania z katolicyzmem w Anglii za czasów Henryka VIII (ten, który lubił kolekcjonować ścięte głowy swoich żon), łapę, a w zasadzie zęby, przyłożył pewien chart Urian. Autorka poświęca kilka słów psom u władzy - towarzyszom prezydentów Ameryki czy królowej Anglii.
Poznajemy prawdę o wynalezieniu telefonu, a mianowicie gdyby nie pies Alexandra Graham Bella, to nadal gadano by do dwóch plastikowych kubeczków połączonych sznurkiem, czy jak tam się porozumiewano na odległość przed telefonami. Przedstawione zostały historię kilku psów aktorów, żołnierzy i terapeutów.
Każda historia mieści się na maksymalnie 4 stronach i ma swoją dedykowaną ilustrację. W nagłówku mamy informacje o rasie psa z opowieści, części świata, w której przebywał i w jakim wieku miały miejsce wydarzenia. To wszystko sprawia, że tą książką nie da się znudzić i ciężko skończyć tylko na jednej historii.
Pozytywnie zaskoczyła mnie ta niepozorna książeczka! To był bardzo miły przerywnik od literatury fachowej, a większości psich osobistości w niej przedstawionych, nie znałam wcześniej. Bardzo polecam ją każdemu, kto chciałby "liznąć" trochę psiej historii.


Komentarze
Prześlij komentarz