Szczekająca literatura #13 Do nogi!
Wyobraźcie sobie taką sytuację: Idziecie sobie laskiem ze swoim ukochanym czworonogiem, żywej duszy na horyzoncie. Postanawiacie odpiąć linkę, bo Wasz pies się Was słucha. Ptaszki śpiewają, wieje lekki wiaterek, temperatura jest taka w sam raz - nie za ciepło, nie za zimno. Istna Idylla. I nagle, jak grom z jasnego nieba, jakieś niecałe 100 m od Was, drogę przebiega sarna. Nie macie psa myśliwskiego, więc nie wytnie za zwierzyną, prawda? PRAWDA??!! I w tym momencie Wasz Fafik wycina do przodu niczym strzała wystrzelona z łuku i nawet nie pomyśli zastrzyc uchem na wasze "FAFIK WRÓĆ!!!!".
Czego w tym obrazku zabrakło? Wyrobionego na stal przywołania! Jak nauczyć go psa? Według Claudii Toll, autorki "Do nogi! Jak skutecznie wyszkolić psa.", z jej książki. Czy faktycznie tak jest? Zapraszam do lektury!
Zacznę od konkretów - książkę zaliczyłabym raczej do tych średnich objętościowo. Mamy tutaj 107 stron, ale poświęconych tylko i wyłącznie przywołaniu i aspektów treningowych z nim związanych. Uważam, że można wyrobić się ze szczegółowym opisem jednego zagadnienia na tylu stronach. Co prawda jest wciśnięte sporo zdjęć, ale każde ma opis, więc naprawdę wychodzi nam konkretna treść.
Poniżej załączam spis treści. Bardzo spodobało mi się w tej książce (i tak naprawdę dlatego ją kupiłam) to, że autorka rozpisała sposoby uczenia szczeniaka, który z definicji ma tendencję do podążania ze swoim przewodnikiem i boi się go "stracić", i psa dorosłego, który często jest dużo bardziej niezależny.
Autorka wprost podkreśla, że przywołanie to najbardziej obowiązkowa i podstawowa z psich umiejętności i ja się z tym zgadzam. Jednocześnie nie wpycha nam na twarz konieczności przywoływania psa tysiące razy na spacerze, bo wiadomo "praktyka czyni mistrza". W przypadku nauki przywołania szkoleniowcy często wpadają w pułapkę przywoływania psa bez potrzeby tak często, że na dźwięk naszego głosu aż dostaje ciarek. Tutaj tego nie odczujemy.
W książce przedstawione zostały różne metody przywołania. Od zwykłego "do mnie" po gwizdek, a nawet obrożę elektryczną u psów głuchych. Uważam, że zwłaszcza ostatnie jest super, bo OE jest bardzo zdemonizowanym narzędziem, a u psów głuchych to często jedyna dostępna i pozwalająca na komunikację z psem możliwość, bez trzymania go na lince przez całe życie.
Dużo mamy informacji o sposobach uczenia się przez psy, jednocześnie pojawia się podkreślenie, że najważniejszą rolę w treningu odgrywają uczucia. Wow! Książka jest z 2016 roku i mimo, że wydaje się nam, że to było niedawno, to jeszcze w tamtym okresie, fakt, że emocje odczuwane przez psa w trakcie treningu mają wpływ na jego skuteczność, nie było takie oczywiste. Pomijając to, że dla niektórych nadal jest to nadmierne uczłowieczanie i pieszczenie się z psem. Bo, wiadomo, pies ma się słuchać i nikt nie będzie się jego emocjami przejmował ;) Także naprawdę byłam w szoku. A jak jeszcze poświęcono cały podrozdział na podkreślenie, że nagrody to nie wszystko i skutecznego przywołania możemy nie osiągnąć bez mocnej więzi z psem, opartej na poczuciu bezpieczeństwa i sympatii, to już w ogóle myślałam, że się przewrócę.
Claudia Toll daję nam różne alternatywy do nagradzania smakołykami. W opisach ćwiczeń wykorzystywane są przysmaki, ale autorka podkreśla, że dla innego psa, mocniejszą formą nagrody będzie zabawka albo nagroda socjalna. To według mnie kolejny plus! Mamy też dokładną definicję "karcenia". Karcenie rozumiane w tej książce, polega na natychmiastowym przerwaniu niechcianego zachowania poprzez słowne upomnienie (np. komenda "nie"), uniemożliwienie fizyczne (stanięcie na lince) lub zabranie z sytuacji.
W trakcie książki pojawia się też bardzo ważna prawda - przywołanie to nie jest coś wdrukowanego raz na całe życie psa. W toku zmian rozwojowych i hormonalnych mogą pojawić się nowe trudności, więc musimy pracować nad przywołaniem całe psie życie. Przypominać, wzmacniać, trzymać się wcześniej ustalonych zasad i kryteriów. Jednocześnie nie chodzi o to, żeby teraz przez naście lat, za każdy powrót do nas, dawać psu smakołyka. Ale warto wzmacniać wybiórczo i zaskakiwać psa nagrodą, żeby powrót do opiekuna był dla psa po prostu fajny i ciekawy.
Wisienką, która na dobre zdobyła moje serduszko, jest wspomnienie, że w niektórych, idywidualnych psich przypadkach, stalowego przywołania nie da się osiągnąć. To było dla mnie bardzo wyzwalające w momencie, w którym już skończyły mi się pomysły na Rufusa. Zaakceptowałam po prostu to, że on nigdy nie będzie mógł spacerować bez linki i kupiłam inne narzędzie - 10 metrową linkę bez rączki, która ciągnie się za nim cały spacer i jest naszym "ratunkiem", kiedy w polu widzenia pojawi się jakaś zwierzyna czy inny pies. Łapię wtedy za linkę i dopóki nie wróci mu mózg idzie przy mnie.
Jedyna rzecz, która nie spodobała mi się w trakcie lektury to rada, że kiedy pies nie wraca na przywołanie i ma Cię gdzieś, to najlepsze co możesz zrobić, to podejść do niego szybkim krokiem, żeby zrozumiał, że nie tolerujesz takiego zachowania. Na to bym bardzo uważała. Są psy, które w takiej sytuacji zaczną uciekać przed opiekunem, albo zepsuje to przywołanie na jakiś czas. Zabrakło mi tutaj przytaczanego wcześniej podejścia emocjonalnego. Zdecydowanie lepszą reakcją, według mnie, byłoby obojętne podejście do psa, wypracowanie komendy oznaczającej "zrobiłeś coś źle, zastanów się nad sobą i to popraw" np. brzydko, podpięcie psa z powrotem na smycz/zwinięcie linki krócej, powiedzenie komendy "brzydko" i strata w postaci braku możliwości swobodnej, nieograniczonej eksploracji. A kiedy pies wróci na kontakt - powtórzenie próby przywołania, ale z bardziej ograniczonym zaufaniem np. nie odpinając psa ze smyczy, tylko wypuszczenie jej na ziemie, żeby w razie czego można ją było złapać.



Komentarze
Prześlij komentarz