Szczekająca literatura #12 Twój pies ze schroniska

     Nie myślcie sobie, że jestem słaba z matmy - Szczekająca Literatura #11 czeka na Was na Instagramie, natomiast w 12. poście z tej serii zrecenzuję dla Was książkę, do której podchodziłam jak pies do jeża - "Twój pies ze schroniska. Jak wybrać i troszczyć się o przygarniętego psa". Autorstwa Jennifer Parker. Zapraszam!



    Chciałabym zacząć od wyjaśnienia Wam, dlaczego tematy adopcyjne we wszelkich poradnikach wywołują we mnie tyle emocji. Otóż w 90% z nich adopcja pokazana jest tak pozytywnie, jak to tylko możliwe. Same plusy, zero minusów. Ten, kto adoptuje, ma zapewnione cieplutkie i wygodniutkie miejsce na chmurce, a zaadoptowany pupil będzie mu z wdzięczności stópki lizał. Brakuje w nich realności i przestróg. Pokazania, że owszem, adopcja to bardzo szlachetny gest, ale wiąże się z ogromną odpowiedzialnością i niestety, bardzo często, adoptowany psiak (kociarze wybaczcie, będę się w tym tekście odnosiła do psiarzy) odbiega znacznie od wyobrażeń o wspólnym życiu, a droga do spełnienia tych marzeń może być kręta i wyboista. W moim życiu obecne były tylko przygarnięte psy. W dzieciństwie były to psiaki z ulicy, które dokarmiane przez moich rodziców zostawały na dobre, a potem przyszedł czas na pierwszego mojego psa i padło na schronisko. Każdy z tych psów był inny, każdy miał swoje za uszami, ale to właśnie pies schroniskowy - Rufus, wywołał największe zamieszanie w moim życiu i był największym wyzwaniem, z jakim przyszło mi się mierzyć w relacjach ze zwierzętami.

Oczywiście, często jest tak, że przygarniane psy są wspaniałymi kompanami życia, a wprowadzenie ich w nowe życie jest łatwe i przyjemne, ale zdarza się zupełnie odwrotnie. I uświadamiania tego faktu bardzo brakuje, co widać po ilości zwrotów z adopcji. 

    Wracając do samej lektury... W książce wyróżnić można dwie główne części:

1. Opisanie procesu wyboru odpowiedniego psa i codzienności z adoptowanym psem.

2. Opis najczęściej spotykanych w schroniskach ras psów. Jednak warto mieć na uwadze, że książka została wydana przez brytyjkę, więc najprawdopodobniej mowa tutaj o rasach najczęściej spotykanych w brytyjskich schroniskach.

I o ile do części pierwszej mam kilka "ale", ale ogólnie jest całkiem rozsądna, o tyle druga część nadaje się do zsypu na makulaturę. To, co przedstawia w niej autorka, znajdziecie po wpisaniu danej rasy w Google, a nawet te wyniki mogą być bardziej wartościowe od tego, co przeczytacie w tej książce. Zacznijmy od początku. 

Część I

    Część "adopcyjna" zaczyna się od krótkiego "sprawdzianu", czy jest się gotowym na przygarnięcie psa. W formie chwytającej za oko checklisty, autorka wypisuje najważniejsze zadania opiekuna psa bez słodzenia. Spacery niezależnie od pogody, sprzątanie kup, wspólne wartościowe spędzanie czasu i wizyty weterynaryjne, to tylko część zadań, z którymi będzie mierzył się opiekun. Wyszczególnia również najważniejsze koszty związane z zaadoptowaniem psa. Brakowało mi tam wspomnienia o kosztach szkolenia - co zaśmierdziało mi udawaniem, że pojawiający się pies może mieć tylko problemy zdrowotne, bo przecież z zachowaniem to na pewno nie. Autorka skupiła się na kosztach ubezpieczenia zdrowotnego psa, być może w Wielkiej Brytanii działa to tak, że takie ubezpieczenie pokrywa wszystko, natomiast mi zabrakło kosztów profilaktyki weterynaryjnej, której polskie ubezpieczenia nie obejmują. 

W tym podrozdziale zakreśliłam jedno zdanie, które bardzo mi zgrzytnęło:

    "Większość psów w schroniskach to nie szczenięta, zdążyły już dorosnąć i rozwinąć swoją osobowość i charakter - czy to zabawowy czy nieśmiały, może towarzyski lub opiekuńczy - łatwo więc wyszukać psa o cechach, które wydają się najodpowiedniejsze u twojego przyszłego towarzysza."

I wszystko fajnie (no może nie wszystko, bo brzmi to trochę jak wybieranie psa w Simsach), ale tylko, jeśli zapomnimy o jednym bardzo istotnym fakcie - psy po adopcji zachowują się inaczej i mogą wykazywać zupełnie inne cechy, niż w trakcie pobytu w schronisku. Ma na to wpływ zwiększenie poczucia bezpieczeństwa, zaspokojeniu potrzeb życiowych (m.in. ruchu), pojawienie się zasobu jakim jest opiekun. I tak psy, które w schronisku były "grzeczne", przytłoczone nadmiarem bodźców i stresu, tak po adopcji mogą zacząć np. wykazywać zachowania agresywne do innych psów. Albo z typa "wesołka" stać się flegmatykiem, bo ich "głupkowatość" była niczym innym jak reakcją na stres. Według mnie jest to na tyle kluczowe, że powinno wybrzmieć wprost. Zwłaszcza, jeśli mówimy o poradniku adopcyjnym. 

    Dalej opisywane są różne psy spotykane w schroniskach. Autorka podkreśla, że schronisko będzie pomagać opiekunowi w przypadku bardziej wymagających podopiecznych i poinformuje o wszelkich schorzeniach/problemach. Twierdzi również, że każdy pies przyjmowany do schroniska jest gruntowanie badany, aby przyszły opiekun miał pełną wiedzę na temat jego stanu zdrowia. Są schroniska, w których takie postępowanie występuje i psy, które opuszczają schroniskowe mury nadal mogą liczyć na wsparcie i pomoc, jednak wiemy jak jest. Tak powinno być, ale częściej nie jest, niż jest. Psy na wstępie badane są ogólnie na najbardziej prawdopodobne choroby, pozbawiane pasożytów standardowymi środkami, a szerszą diagnostykę wykonuje się u seniorów i suk w ciąży. Niestety taka jest rzeczywistość i może zdarzyć się tak, że dopiero po adopcji u psa zostanie wykryta niedoczynność tarczycy lub alergie pokarmowe. 

    Bardzo na plus było wspomnienie, że przed adopcją powinno się poświęcić psu trochę czasu. Zabrać go na kilka spacerów, poobserwować w chwilach, kiedy już opadną emocje związane ze spacerem, zobaczyć jak reaguje na mijane osoby i inne psy. Nadal nie daje to 100% pewności co do tego, że w nowym domu takie problemy nie wystąpią, ale niektóre cechy będą widoczniejsze, kiedy zwierzę przyzwyczai się i zaufa nowemu człowiekowi. 

    Opisywane są przygotowania do przyjęcia psa w domu od wyprawki po przygotowanie podwórka. To mega na plus! Moim zdaniem za mało mówi się o tym, że jeśli mamy podwórko trzeba upewnić się, że w ogrodzeniu nie ma żadnych dziur, siatka jest wystarczająco mocna, a pod całością ogrodzenia najlepiej zrobić podmurówkę, aby uniknąć podkopów. Wszystko to dodatkowo zabezpieczy posesję przed uciekinierskimi zapędami nowego pupila. 

    Prezentowane w książce metody szkoleniowe są średnie. Polegają w dużej mierze na skarmianiu lęku, zabawę przedstawiają dosyć frustracyjnie - zabawa jedną zabawką z zabieraniem jej psu, co dla psiaka po przejściach może być trudne, lepiej byłoby opisać metodę na wymianę dwóch zabawek. No i niestety pojawia się zdanie wywołujące dreszcz grozy:

    "Jeśli będziesz chwalić psa, kiedy jest wystraszony, w niezamierzony sposób wesprzesz zachowania towarzyszące lękowi.[...] W pomocy wystraszonemu psu przydatny jest trening posłuszeństwa."

Nie będę tutaj się rozpisywać na ten temat, ale jest to mit, który dawno już został obalony, a pozostawienie psa w lęku samego sobie nie wpłynie pozytywnie na jego relacje z opiekunem. A co do ogarniania lęku posłuszeństwem... Wyobraźcie sobie, że panicznie boicie się pająków, przed wami jest ogromna tarantula, a ktoś każe wam robić pompki. Mam nadzieję, że widzicie absurdalność tego stereotypowego podejścia. 

    Z plusów jest rozdział poświęcony psiej komunikacji - nie jest on idealny, jest w nim dużo uproszczeń, ale jest! Uważam, że podstawowa znajomość psich komunikatów to totalny obowiązek każdego opiekuna, który na dodatek ułatwia szkolenie i nie powodowanie wtórnych problemów behawioralnych. 

    Podrozdział o załatwianiu potrzeb fizjologicznych rozpoczyna dziwną zasadę w tej książce, że jej potencjalny odbiorca to osoba mieszkająca w domu z ogrodem. Nie ma dosłownie żadnego odwołania do życia z psem w mieszkaniu, nauki czystości, czy chociażby częstotliwości spacerów i gdzie najlepiej je odbywać. Masz ogródek - wypuszczać - gotowe! Proste jak budowa cepa. 

    Była też jedna rzecz, która mnie bardzo rozbawiła. Autorka stwierdziła, że zjadanie odchodów przez psa, to jego próba zwrócenia na siebie uwagi człowieka xD 

    Autorka nie poleca BARFu, bo to trudna dieta i weterynarze nie zalecają. Ale zostawianie żarcia w misce na cały dzień jest ok, pod warunkiem, że Twój pies nie jest ulany. Bo tam bakterie i inne drobnoustroje się nie namnażając, o psuciu motywacji pokarmowej nie wspomnę. Rada na biegunkę i/lub wymioty to podawanie gotowanego kurczaka i ryżu co dwie godziny. No to już podchodzi pod niebezpieczną głupotę. 

    Co do ściśle określonych ram czasowych autorka ma jakiś fetysz. Psu potrzeba 2 godzin aktywności dziennie. Psa rasy wymagająca małej aktywności wystarczy wyprowadzić raz dziennie na 30 minut, szczotkuj zęby 40 sekund itp. No jak tu inaczej żyć ze swoim psem niż z zegarkiem w ręku?!

Część II

    Tak jak wspominałam już wyżej, część druga to parada stereotypów i szkodliwych informacji na temat ras psów. 

    W ogóle rasowych to lepiej nie brać, bo są bardziej chorowite niż mieszańce. Jak wiadomo w przypadku kundelków aktywują się tylko te zdrowe i silne geny, a wszelkie choroby, niepożądane cechy charakteru jak np. lękliwość, nie imają się takich psiaków. To problem psów rasowych. Kolejna szkodliwa bzdura. 

    Autorka zaprezentowała jakiś dziwny podział ras - pracujące, myśliwskie, pasterskie, gończe i teriery. Rufus jest w części terierem i ja rozumiem, że teriery to stan umysłu, ale żeby od razu robić je osobną grupą ras, to bez przesady. Potem mamy podział na psy dla dzieci poniżej 5. roku życia (ja osobiście polecam takie pluszowe, wtedy rasa dowolna), dla biegaczy, do przytulania (również polecam pluszowe), na krótkie spacery, dla towarzystwa innych zwierząt, dla początkujących psiarzy, dla osób z alergią (stary dobry pluszowy pies poleca się) i do strzeżenia. Najbardziej zaskakujące dla mnie było wrzucenie Beagle jako psa dla dzieci poniżej 5. roku życia. Myślę, że właściciele Beagle właśnie teraz śmieją się do łez. 

    Ostatnie strony książki to typowy opis ras, który nie mówi kompletnie nic charakterystycznego o danej rasie, nie przedstawia ich jakkolwiek z perspektywy życia z daną rasą. Każdy opis można by wrzucić do Wikipedii, a na sam koniec opisu mamy klasyczne podsumowanie wielkości (duży/mały/średni - przede wszystkim konkrety), długość życia (przynajmniej podana jako "do" żeby nie było reklamacji jak za krótko, ale co jak pies będzie żył dłużej?), typ sierści, wymagania dotyczące wyprowadzania na spacer i temperament. Podsumowując - na makulaturę. 

    Książka jest wydana w bardzo zachęcającej szacie graficznej. Jest kolorowa, pełna w niej wyszczególnień, zdjęć, ogólnie raj dla wzrokowca. Niestety nie do końca. Jakie było moje zdziwienie, gdy czytając o treningu na smaczki i w oparciu o pozytywne szkolenie zobaczyłam zdjęcie psa w kolczatce. Albo w rozdziale o żywieniu, gdzie autorka podkreśla, że psu nie wolno dawać byle czego, wrzucone są kolorowe, barwione smakołyki i karma typu - dropsy we wszystkich kształtach i kolorach tęczy. 

Podsumowanie

    Czy polecam tę książkę? Część pierwszą polecam jako jedno ze źródeł wiedzy dla osoby, która myśli nad przygarnięciem psa, ale na pewno nie jako jedyne i  nieomylne prawdy. Pierwsza część nie wywoływała we mnie aż tak skrajnych emocji jak druga, było w niej dużo mądrego i dobrego. Jednak to co złe wymaga zweryfikowania, bo niektóre rzeczy, w mojej ocenie, mogą być szkodliwe. Części drugiej nie polecam nikomu. Jak na poradnik na temat adopcji jest on napisany umiarkowanie słodko-pierdząco, ale czy kupowałabym go w obliczu wielu źródeł wiedzy w internecie? Nie. Głównym powodem jest to, że autorka z psami najbardziej powiązana jest wolontariatem w schronisku, a od takich osób można znaleźć dużo materiałów w sieci za darmo. Dla samego faktu chwytającego za oko wydania jest to po prostu strata pieniędzy. 

    Gratuluję wszystkim, którzy dotarli do końca i do przeczytania w następnej recenzji! 

Komentarze