Ze schroniskowego boksu #3 Wdzięczność psa adoptowanego



Dziś tytuł kontrowersyjny co najmniej tak, jak wesele bez dzieci, ale muszę wsadzić kij w mrowisko, muszę, bo się uduszę! 

Miłość psa adoptowanego – ta bezgraniczna wdzięczność za ocalenie zza krat, za wyrwanie z zimnego, samotnego boksu. To oddanie i wpatrzenie we właściciela, który na nowo nadał życiu sens…
Tak właśnie to wygląda w bajkach. I wyobrażeniach sporej części ludzi. 

Czy adopciak kocha bardziej? Uwaga, proszę się czegoś przytrzymać. Otóż NIE.

Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że rzeczywistość poadopcyjna sprowadza bardzo boleśnie z chmurek na ziemię, bo wiele psów schroniskowych to psy po przejściach, które żeby “pokochać” człowieka i mu zaufać potrzebują bardzo dużo czasu i pracy.
Tak, Pracy. Przez duże “P”, bo jest to ciężka harówa, często połączona ze współpracą z behawiorystą. 

Chcę zaznaczyć, że mój dzisiejszy wpis nie ma na celu nikogo zniechęcić. Chciałabym po prostu podejść do sprawy realistycznie, co uchroni przyszłych opiekunów przed tym wyżej wspomnianym, bolesnym upadkiem z chmurki. I zdaję też sobie sprawę, że zdarzają się w adopcji psy idealne niczym z katalogu przykładnego czworonoga, ale są to niestety wyjątki.

Teraz jest schronisko, ale na początku był chaos

Przez chaos mam na myśli to, że 90% dorosłych psów w schroniskach ma nieznaną historię. Zdarza się, że trafiają tam psy oddane przez właścicieli lub takie, których opiekun zmarł, ale to mniejszość przypadków. Pomijając fakt, że takie sytuacje również nie dają nam pełnego światła na to, co działo się ze zwierzakiem i czy w jego poprzednim domu na pewno opiekowano się nim należycie. 

Psiaki schroniskowe to, w wyniku tych przeżyć, psy po sporych traumach, źle (lub wcale) zsocjalizowane, po urazach, wychudzone, mówiąc wprost – takie, które z człowiekiem nie mają zbyt pozytywnych skojarzeń. Logiczne wydaje się, że od takiego psa raczej dostaniemy dużą dozę niepewności i nieufności, jednak nie jest to takie oczywiste skojarzenie. Wynika to najprawdopodobniej z “uczłowieczania” zwierząt w tym nie do końca pozytywnym aspekcie. A pies to nadal pies i nie powinniśmy o tym zapominać. To człowiek oczekuje wdzięczności, pies nie myśli w takich kategoriach.

Trzeba pamiętać, że fakt, iż „ratujemy psa od schroniska” nie jest żadnym profitem w relacji z czworonogiem.

Złe miłego początki

Ten przewrót językowy posłużył mi żeby przekazać Wam, że to co jest kluczowe w pracy z psem adoptowanym to czas. Nie dostaje się żadnej taryfy ulgowej, psa trzeba wyprowadzić „na ludzi”, co w przypadku psa schroniskowego oznacza nie tylko naukę nowych zachowań, ale też zmianę tych dotychczasowych, które nie są pożądane. A jest to trudniejsze niż nauka od zera.

W pierwszych dniach po adopcji może się okazać, że ta wybrana przez nas sierotka zamiast jeść nam z ręki i spać na kolankach wykazuje agresję do innych psów, ludzi albo przerabia mieszkanie w gruzowisko, kiedy wychodzimy z domu.
Zachowanie psa w okresie adaptacyjnym i świeżo po jego zakończeniu może się różnić o 180 stopni od zachowania prezentowanego w czasie spacerów przedadopcyjnych, o ile takowe były.
W tym okresie zdarza się najwięcej zwrotów. Spadamy z chmurki. Zniechęcamy się, chcemy za dużo, za szybko, a taka presja komplikuje tylko relację z naszym wybranym czworonogiem.

Dlatego tak ważne jest unikanie oczekiwań. Lepiej się pozytywnie zaskoczyć niż boleśnie rozczarować. Zwierzę nie jest robotem i nie jest winne tego, że nie wpisuje się w nasze wyobrażenia o nim. Jesteśmy dorośli, powinniśmy być odpowiedzialni i rozsądnie podejmować decyzję, w gotowości na komplikacje.

Bardzo często, wraz ze wzrostem poczucia bezpieczeństwa i zaufania do nas, psiak będzie się uspokajał, ale nie jest to regułą. Zdecydowanie jestem wyznawczynią metody żeby zdusić ogień w zarodku zanim sfajczy pół lasu. Nie bójmy się prosić o pomoc, próbować sprawdzonych, profesjonalnych metod, a najlepiej udać się do behawiorysty jeszcze przed adopcją i kontynuować spotkania tak długo, aż opanujemy problemy psiaka.

Końcem końców, po długich tygodniach pracy, konsekwencji, tonie miłości i kosmicznych pokładach cierpliwości, nasz pies może stać się wspaniałym, życiowym kompanem. A wszelkie zaburzenia będą tylko strachami przeszłości w naszych głowach i przestrogą „do czego nigdy już nie można dopuścić”.

Przemiana lepsza od wdzięczności

Wiecie jakie uczucie jest o wiele lepsze od „wdzięczności” za uratowanie ze schroniska? Kiedy przeglądacie stare nagrania, albo sięgacie pamięcią do początków wspólnej drogi z adopciakiem i patrzycie na niego w chwili obecnej. Widzicie jak tuli się do Waszego partnera, a na początku na mężczyzn reagował agresją lękową. Słyszycie jak chrapie na kanapie, a kiedyś chodził po mieszkaniu jak nakręcona kaczuszka. Zauważacie małego pieska po jego minięciu, a jeszcze nie tak dawno o takim spotkaniu wiedziałaby cała dzielnica. A to wszystko dzięki Waszej ciężkiej pracy, chęci dania od siebie czegoś więcej niż dach nad głową, pragnienia bycia dobrym opiekunem.

Pies nie da Wam wdzięczności, ale możecie dać ją sobie sami. Bo się nie poddaliście, bo wytrwaliście i było warto, bo Wasz pies rozkwitł przy Was, wyciszył się i cieszy się pełnią życia. Daliście radę i możecie być z siebie dumni. A Wasz pies? Jest więcej niż wdzięczny, jest spokojny, bezpieczny i zaopiekowany.

I takiego wspólnego życia życzę Wam i Waszym pupilom.

Komentarze