Ze schroniskowego boksu #2 Nie płacz, kiedy odjadę…
Przepraszam Was za tak długą przerwę, ale tematy adopcyjne są jednymi z cięższych, o których piszę. Pragnę być dla Was jak najbardziej autentyczna i rzetelna, poza tym, bardzo często te tematy wywołują we mnie większe emocje.
Zwłaszcza dzisiejszy wpis, który jest dosyć mocny i dosłowny.
W planach miałam inny artykuł. O tym jak wybrać psa dla siebie i na co zwrócić uwagę odwiedzając schronisko, ale pewna sprawa wyjątkowo mnie dotknęła i postanowiłam zmienić plany.
Kilka dni temu przeglądając facebook’a wyświetlił mi się post jednego ze schronisk w mojej okolicy. Post przedstawiał ciemnego psiaka w typie labladora, który wrocił z adopcji.
Dla każdego psa, powrót do boksu jest tragicznym wydarzeniem. Nie będę się rozwodziła tutaj na temat tego co ja myślę o takich ludziach, ich decyzjach, ani tym bardziej nie będę nikogo osądzać. Skupię się dzisiaj na tym dlaczego psy wracają i czy w każdym przypadku jest to wina adoptujących. Nie będę też omawiała przypadków zwrotów psów „bo tak”, czy „bo szczeka” albo „bo kopie w ogródku”, ponieważ uważam, że tu nie ma co komentować. Omówię zwroty z powodu dużych i potwierdzonych problemów behawiorystycznych.
Powrót z perspektywy psa
Nie wiem co ja im zrobiłem. Zniszczyłem nową poduszkę? Zjadłem tego smacznego klapka? Pociągnąłem za tym ciekawym zapachem na spacerze? Przecież ja nie chciałem źle. Ja to tak nie specjalnie.
Najpierw myślałem, że jedziemy na wycieczkę i się ucieszyłem. Uwielbiam wycieczki! Te zapachy, te nowe miejsca, tyle wrażeń! Zaczeliśmy zwalniać i usłyszałem szczekanie. Kilkanaście psich głosów, nie były to arie szczęścia. Kilka głosów jakbym rozpoznawał. Zatrzymaliśmy się, chcieli żebym wysiadł ale ja już poznawałem te zapachy. Po co tu jesteśmy? Czy moja nowa rodzina czegoś zapomniała? Tym razem nie ciągnę do tego zapachu. Ciągnę z powrotem do auta. Tam było wygodnie, ciepło, bezpiecznie. Patrzę na twarz mojego człowieka. Zdaję się być zły moim brakiem entuzjazmu. Może idziemy tam tylko na chwilę… Przecież nie zostawi mnie tam, bo tak bardzo za nim tęskniłem, że zjadłem mu kapcia. Ja tylko tak potrafię. Nikt nie uczył mnie inaczej.
Widzę Panią, która zajmowała się mną w schronisku. Jest smutna i coś mówi. Kiwa głową, ale chyba nie do mnie tylko do mojego nowego człowieka. Bierzę od niego moją smycz. Lubię ją, pachnie nowym domem. Wprowadza mnie do boksu, a ja zaczynam płakać. Nie wiem ile tu zostanę, nowy Pan na pewno po mnie wróci. Ale on odwraca się i odchodzi, nawet nie głaszcząc mnie na pożegnanie. Kładę się w zimnym kącie boksu i zasypiam z tego płaczu. Śni mi się mój dom, którego pewnie nigdy już nie zobaczę.
Co pies temu winny?
No właśnie najgorsze jest to, że żadna jego wina. To tak jak z rozwodem rodziców. Najbardziej cierpi zawsze dziecko, chociaż jest Bogu ducha winne.
Bardzo nie lubię nadawania łatek. „Pies agresywny”, „pies lękliwy”, „pies emocjonalny”, ale na potrzebę tego tekstu przyjmijmy umowne określenie „pies trudny”. „Pies trudny” czyli taki, który nie był poprawnie socjalizowany od lat szczenięcych i większość jego nawyków i odruchów zachowań jest zła. To taki pies, z którym potrzeba bardzo dużo pracy od (najczęściej) podstaw. Ale również taki pies, którego nauka nie jest łatwa, bo sam był swoim nauczycielem przez krótszy, lub dłuższy okres czasu, oraz taki pies, który decyzję podejmuje samodzielnie, nie czekając na zdanie człowieka.
Wiedząc już jaki to pies trudny mamy gotowy zestaw argumentów podawanych podczas zwrotu z adopcji.
Pies nie zsocjalizowany (w kontekście innych psów) może okazywać agresję, dominację lub wycofanie. Nie wie jak emocjonalnie poradzić sobie z obecnością innego psa. Może to objawiać się np. poprzez ciągnięcie, piszczenie, ujadanie w stosunku do innego psa jak i dosiadanie w trakcie zabawy z nim. Kiedy socjalizacji nie było lub została ona zaburzona, pies ma problem z odnalezieniem się w nie tylko w psim społeczeństwie ale też w ludzkim. Nie wie jakich zasad należy przestrzegać, jak poruszać się w ruchu ulicznym, jak zachowywać się w mieszkaniu/domu, jak postępować z dziećmi.
Pies, który jest samodzielny i żyje na własną łapę, może być odebrany jako dominujący, a jego samowola za próbę sił i zdominowania człowieka, a nie jest to do końca prawda. Po prostu tak jak w przypadku faktycznej próby dominacji, należy wprowadzić jasne i nie przekraczalne granice, których trzeba się trzymać i przede wszystkim nie bać się konsekwencji. Bo psi indywidualista przy pobłażliwym, przestraszonym człowieku, może stać się psem dominującym.
Jednak obecność problemów nie jest winą psa. Nie prosił się człowieka o krzywdę. Jego trudność została zafundowana przez kogoś, kto psy powinien oglądać tylko na zdjęciach, a na barkach nowego opiekuna jest praca nad tym, co ktoś zepsuł.
No więc czemu te zwroty?
Z braku wyobraźni i niedoinformowania. Kiedy jest zwrot, najbardziej obrzuca się kamieniami adoptujących. Bo nie odpowiedzialni, bo potwory, bo złamali psu serce, bo jak tak mogli! Przyznam się bez bicia, że też zawsze wtedy pojawia mi się w głowie myśl „Bądź odpowiedzialny za to co oswoiłeś”. Ale z drugiej strony też tych ludzi rozumiem. I moze nawet lepiej, że psy trudne oddają, bo jeśli mieliby sobie z nim nie poradzić, tylko to co złe w nich utrwalić, albo porzucić, to lepiej że wycofują się już na starcie. Wiem jak cholernie ciężkie jest naprawienie takiego psa. Nie raz ślad pewnych nawyków zostaje na zawsze. I uważam, że nie każdy sie do tego nadaję i sobie w takiej roli poradzi. Tacy ludzie, bardzo często, nie mają pojęcia na co się decydują. Niby schronisko informuję, ostrzega, ale jeśli nigdy nie miało się doczynienia z takim psem, to naprawdę nie wie się co się mówi. Albo kiedy przyszli właściciele uważają, że mieli psa trudnego, bo szczekał na przejeżdżające obok podwórka samochody czy podkradał z talerza jak nikt nie patrzył. Społeczeństwo jest nieświadome. I to jest główny problem. Ale nikt nie chcę głośno o tym mówić. No, bo kto wtedy świadomie weźmie takiego psa? No właśnie ktoś ŚWIADOMY. Ja wychodzę z założenia, że lepiej nastraszyć i przedstawić wszystkie najgorsze scenariusze, które mogą ale nie muszą się wydarzyć i zniechęcić tych, co tak naprawdę o psie trudnym nigdy nie mieli pojęcia. I najwyżej pozytywnie zaskoczyć nową rodzinę jeśli się nie sprawdzą.
Warto też przez chwilę się zatrzymać i zastanowić czy aby na pewno schroniska są fair. Po pierwsze, nie zawsze są takie skore do dokładnego informowania jakie zachowania pies przedstawiał w trakcie pobytu w schronisku i po wcześniejszych adopcjach (bardzo często pies w schronisku zachowuje się zupełnie inaczej niż po adopcji), właśnie z powodu obawy, że chętni się na niego nie zdecydują.
Po drugie, schronisko nie zna psa za dobrze i nie rzetelnie poznało jego charakter i osobowość, przez co nowy opiekun nie jest informowany o możliwych problemach.
I o ile drugi argument jest neutralny o tyle pierwszy pokazuje, że nie zawsze tylko adoptujący jest w tym wszystkim winny.
Temat jest bardzo ciężki i można by o nim napisać nie jedną książkę, ale mam nadzieję, że ten tekst uświadomi Was dlaczego tak dużo psów wraca i to z łatką „trudnego”. I mam nadzieję, że następnym razem zamiast „wieszać psy” na opiekunach czy schronisku, po prostu weźmiecie sprawę w swoje ręce i udostępnicie takiego psiaka z informacją, że jest on dla osoby doświadczonej w pracy z psami po przejściach. A wtedy zwrotów będzie o wiele mniej.

Komentarze
Prześlij komentarz