Szczekająca literatura #5 Dobry Pies i Dobry Piesek Steve Mann
Zgodnie z Waszą sugestią zrecenzuję dwie naprawdę wartościowe książki - "Dobry piesek! Jak wychować niesfornego szczeniaka" oraz "Dobry pies! Kolejne dylematy rozwiązane!". Obie książki są dostępne na Legimi, czytałam je na czytniku, więc zdjęcia będą inne niż zwykle.
Tak się złożyło, że do tej pory recenzowałam Wam naprawdę spoko książki, ale jestem w trakcie męczenia kilku średnich lekko mówiąc. One też się tu pojawią żebyście mogli oszczędzić swoje ciężko zarobione pieniądze, ale dzisiejsze gwiazdy, zdecydowanie warte są każdej złotówki.
Zacznę od "Dobry Piesek! Jak wychować niesfornego szczeniaka", bo to pierwsza książka Manna, a zarazem pierwsza, którą przeczytałam.
Ciężko mi się rozpisać, bo też ileż można słodzić, ale jest to jedna z lepszych, jeśli nie najlepsza, publikacja przygotowująca do wychowania szczeniaka.
Steve Mann jest zdecydowanym wyznawcą metod pozytywnych, a przede wszystkim metod opartych na logice i obserwacji. Pies żeby coś zrobić musi:
a) wiedzieć co i jak ma zrobić
b) musi czuć się bezpiecznie żeby to zrobić
c) musi mu się opłacać to zrobić
a) wiedzieć co i jak ma zrobić
b) musi czuć się bezpiecznie żeby to zrobić
c) musi mu się opłacać to zrobić
No i właśnie pies musi COŚ zrobić - "nie rób" to dla psa żadna czynność, za to "siad" to już inna rozmowa.
W książce tej mamy koncentrat wiedzy i ćwiczeń na pierwsze wspólne miesiące z nowym, czworonożnym członkiem rodziny np. trening toaletowy, siad, socjalizację, oduczanie skakania na ludzi, odruchowe reagowanie na imię, chodzenie na luźnej smyczy, przywołanie. Autor zawarł też słów kilka o kulturze spacerowej, mowie ciała psów i potrzebach małej, dorastającej piranii.
W mich wyobrażeniach szczeniak to kilogramy leków na uspokojenie, trening cierpliwości, krew i pot, a to wszystko w akompaniamencie muzyki z horroru, ale dzięki tej książce poczułam się jakby ktoś w opuszczonym, nawiedzonym domu dał mi latarkę i kwaśne żelki (moje ulubione).
Jedyne co mnie raziło w tej publikacji, to jej tempo. Ćwiczenia tam opisane są w taki sposób, jakby załapanie ich szczeniakowi miało zająć czas pomiędzy porannym siku a zeżarciem kapcia na deser, co jak podejrzewam, zajmie jednak trochę więcej czasu nawet przy bardzo chętnym do pracy maluchu. Ale możliwe, że to tylko moje odczucie ;)
"Dobry pies! Kolejne dylematy rozwiązane" różni się od tej szczeniakowej dwiema istotnymi kwestiami. W książce dla "starszaków" mamy opisy przypadków nadesłane przez klientów Steve'a i pomaga on naprawiać zachowania już niepożądane. "Dobry piesek" opiera się na nauce dobrych zachowań od zera, co w założeniu, że pracujemy z "czystą kartką" jest całkiem spójne i zrozumiałe.
Druga kwestia, to podkreślanie przez autora wielokrotnie, że proces nauki zajmie dużo czasu, co też jest adekwatne. Zmiana zachowania jest trudniejsza i bardziej długotrwała.
Daje to bardzo cenny wniosek - lepiej sumienie przykładać się do wychowania psa od samego początku, bo naprawianie błędów będzie większym wyzwaniem.
Są tam poruszone tematy: awaryjnego zatrzymania, łapania za obrożę (jako "awaryjne przytrzymanie"), koprofagia, reaktywność, lęk separacyjny, reakcja na fajerwerki i wystrzały, sztuczki, praca węchowa, elementy treningu kooperacyjnego, trening z klikerem, kastracji (od strony behawioralnej), zaburzeń poznawczych u psów.
Jak widzicie same perełki!
Książki czyta się bardzo szybko, warto robić z nich notatki i zaznaczać najważniejsze fragmenty, chociaż w przypadku np. osoby, która nie ma doświadczenia ze szczeniakami a chciałaby je nabyć, zaznaczyć trzeba by było całego "Dobrego Pieska" od góry do dołu. W tym przypadku zdecydowanie lepiej jest mieć książkę cały czas pod ręką i do niej wracać, kiedy pojawi się potrzeba.
Steve Mann ma poczucie humoru, które w mój osobisty gust trafia prosto w dziesiątkę, ale np. kiedy książkę czytał mój Norbert, to anegdoty i "śmieszki" autora go męczyły, wolał tylko część merytoryczną. Kwestia gustu, niemniej książka ma walory humorystyczne i warto mieć to na uwadze. Dla mnie ułatwiało to odbiór i sprawiało, że lektura byłaby bardziej przystępna dla osoby początkującej.
Baaardzo polecam Wam te książki. Uważam, że każdy psiarz powinien mieć je w swojej kolekcji, albo przynajmniej je przeczytać, bo to naprawdę dobre i aktualne źródło wiedzy treningowej. Jeśli miałabym wybrać 3 książki, które musiałabym ocalić przed pożarem (co jest bez sensu, bo ratując czytnik ocaliłabym ich dużo więcej, ale na poczet tej anegdoty nie bierzmy tego pod uwagę) to byłyby obie książki Manna i "Szczeka, merda, mówi" Wojtków (książki Zosi i Piotrka też tu kiedyś zrecenzuję, ale nie śpieszę się z tym, bo mam wrażenie, że dobrze je już znacie).
Dzięki za uwagę i do przeczytania w kolejnej Szczekającej Literaturze!



Komentarze
Prześlij komentarz