Szczekająca literatura #3 Nie dla psa (i kota) kiełbasa – czyli jak zdrowo karmić swojego zwierzaka
Zgodnie z głosowaniem na Instagramie zrecenzuję książkę Agnieszkę Cholewiak-Góralczyk o żywieniu naszych czworonogów.
Agnieszka Cholewiak-Góralczyk jest technikiem weterynarii i wielką pasjonatką dietetyki psów i kotów. Prywatnie jest opiekunką gromadki kotów. Na początek, chciałabym zaznaczyć, że jestem ogromną wielbicielką Agnieszki, czerpie z jej wiedzy z wielu źródeł, obserwuję jej profile i grupy od dawna. jednak postaram się aby ta recenzja była jak najbardziej obiektywna.
Zacznę może od największego minusa tej książki, a mianowicie – wydanie. Sam papier jest bardzo kiepskiej jakości. Okładkę łatwo uszkodzić i pozaginać, a papier ma fakturę słabej gazety. W efekcie, kiedy podróżujemy z książką np. w plecaku, po skończeniu lektury wygląda ona dosyć marnie. Biorąc pod uwagę, że w pewnych miejscach mamy miejsce na obliczenia, jakość papieru dokucza jeszcze bardziej.
To co dla mnie było również negatywne to to, że jako psiara, bez kota na pokładzie, miałam momenty kiedy się nudziłam. Osobiście bardzo nie lubię czytać wybiórczo i omijać jakieś podrozdziały, więc czytałam jak leci, ale czułam delikatną dysproporcję gatunkową
Poza tym ilość przydatnych informacji i ich usystematyzowanie, lekki język Agnieszki, to ogromne plusy tej pozycji. Książkę czyta się szybko. Jest to idealny „przedsionek” dla kogoś, kto chciałby wejść w świat zwierzęcej dietetyki, dowiedzieć się czy jego praktyki są dobre dla zwierzaka, poznać możliwe sposoby żywienia oraz zarazić się bakcylem dziedziny jaką jest dietetyka psów i kotów.
Opiszę Wam po krótce co znajdziecie w tej książce:
- trochę prywaty o Agnieszce i jej drodze do bycia dietetykiem psów i kotów
- wytłumaczenie kim w zasadzie jest ten dietetyk i co takiego robi
- kiedy jest dobry moment na skorzystanie z pomocy dietetyka
- opisy kilku przypadków z praktyki Agnieszki
- co to w ogóle znaczy „dobrze żywić”
- wytłumaczenie składników pokarmowych „z polskiego na nasze”
- podstawy z wiedzy jak czytać składy karm
- RER (spoczynkowe zapotrzebowanie na energię) i DER (zapotrzebowanie na energię metaboliczną) oraz jak je policzyć
- opisy sposobów żywienia np. BARF, karmy komercyjne
- czy dieta wegańska/wegetariańska jest dobra dla psa (SPOILER: nie jest)
- słów kilka o suplementach – tych obowiązkowych i nieobowiązkowych
- co możemy wyczytać z kupy (tak, tego co zostawiają nasi milusińscy w wyniku jedzenia)
- czy to jak żywimy powinno się zmieniać wraz z wiekiem pupila
- w jaki sposób dieta zmienia się w chorobach przewlekłych (opisane to: otyłość, choroby nerek i wątroby oraz alergie)
- kilka mitów żywieniowych
- a na sam koniec przepisy na zdrowe przysmaki
Jeśli szukacie w tej książce gotowych rozwiązań lub odpowiedzi co Wasz zwierzak powinien jeść, to niestety, tego nie znajdziecie. Jeśli wasz pupil jest w pełni zdrowy, w wieku dorosłym, możliwości jest tak dużo, że to, jak i czym będziecie żywić zależy tylko od Waszego portfela, chęci, zaangażowania i czasu.
Natomiast w każdym innym przypadku trzeba szukać, badać, a najlepiej, skonsultować się z weterynarzem (a najlepiej dietetykiem), ponieważ każdy przypadek jest inny i takie uogólnianie przynosi więcej szkody niż pożytku. Autorka podkreśla też wielokrotnie, że kierowanie się „psem sąsiadki, na którego taka metoda zadziałała” bardzo często ma tragiczne skutki, a odpowiednich badań, szczegółowego wywiadu weterynaryjnego nie dostanie się od „forumowiczów”.
Dietą możemy bardzo poprawić komfort życia naszego czworonoga, ale możemy go też pogorszyć. Żaden gatunek nie przepada za bolącym brzuchem i rozstrojem żołądka, jednak tylko ludzie są w stanie powiedzieć, że coś jest nie tak. W przypadku zwierząt to my, opiekunowie, jesteśmy odpowiedzialni za ich dobrostan i obserwację niepokojących symptomów.
Chciałabym również podzielić się z Wami moim przemyśleniem na temat żywienia, z perspektywy właściciela 19 kg kundla z alergią na wszelki ślad drobiu w pożywieniu. Był taki okres, kiedy czułam jakąś niezdrową presje żeby przerzucić Rufusa na model BARF. Jako opiekunka, która chcę dla niego jak najlepiej, chciałam go też żywić jak najlepiej, a dominuje opinia, że nie ma bardziej biologicznie odpowiedniego jedzenia dla psa niż dieta BARF. W żaden sposób tego nie neguję, zgadzam się z tym, że im mniej coś przetworzone, im większą mamy kontrolę co dokładnie wkładamy psu do miski, tym lepiej. Jednak moje starania były bardzo słabe w skutkach, Rufus przez fakt jego historii jedzenie pochłania w zastraszającym tempie. To sprawiało, że nie potrafił jeść mięsa w taki sposób, żeby nie mieć potem nieprzyjemnych konsekwencji z tej zachłanności. Niezależnie od wielkości kawałka mięsa połykał je, a potem zwracał w całości, był przy tym osowiały. To była zbyt wielka mordęga dla nas obydwojga. Oczywiście, mogłaby mu podawać mielone mięso, jednak te już było odpowiednio droższe, mielenie go w domu wymagało zakupu odpowiednich sprzętów, ogromu czasu. Po kilku nieudanych próbach zdecydowałam się zrezygnować z tego modelu żywienia.
Mokre, dobrej jakości puszki dla psa o wadze 19 kg są totalnie nie na nasz budżet (miesięcznie ok 400 zł – dla porównania karma sucha bardzo wysokiej jakości ok 175 zł miesięcznie).
I ja wiem, że mogłabym lepiej, że za mokre to on dałby się pokroić (raz na jakiś czas dostaję bonusowe mokre odliczone od dziennego bilansu kalorycznego), ale karmię karmą suchą. I TO JEST OKEJ. Wybrałam tą formę bardzo świadomie. Jest wygodna, łatwa w podróży, mogę czasem skarmiać porcję na smaczki, wsypać do miski spowalniającej jedzenie, komfortowo przechowywać w odpowiednim, hermetycznym pojemniku. Rufusa brzuch ma się na tym świetnie, pięknie się wypróżnia, sierść jest lśniąca i zdrowa, wyniki ma na tej karmie perfekcyjne, pomimo zbliżającej się 8 wiosny. Pora karmienia to jego ulubiona pora i zjada wszystko aż mu się uszy trzęsą. Więc jak dla mnie jest to model żywienia, który jest bardzo dobry dla niego i zarówno najlepiej dostosowany do naszej sytuacji. A już na pewno lepiej mu na dobrej suchej, niż słabej mokrej, na której bardzo często miał rewolucje żołądkowe.
Więc jeśli nie karmicie swojego psa bułką z masłem, świadomie czytacie składy, bilansujecie składniki pokarmowe i wybieracie to, co jest dla Was najbardziej optymalne cenowo, a przy tym pies jest na tym zdrowy i szczęśliwy, to karmicie psa ODPOWIEDNIO. Nikt nie jest tu gorszy, czy lepszy. Pamiętajcie o tym i nie dajcie się wrzucić w wyrzuty sumienia
Czytajcie składy, zaopatrzcie się w książkę Agnieszki (albo chociaż rzetelne i sprawdzone źródła w Internecie) i świadomie karmcie Waszych czworonożnych przyjaciół



Komentarze
Prześlij komentarz