Szczekająca codzienność #2 Psia mordka – Rufusowa historia usunięcia kła; Część II
Dzień zabiegu
Zabieg wykonywaliśmy w przychodni Elwet. Pamiętajcie, że pies przed znieczuleniem ogólnym MUSI być CAŁKOWICIE na czczo. Może pić wodę, ale miski z jedzeniem muszą być zabrane (o ile dajecie swojemu zwierzakowi stały dostęp do jedzenia, czego osobiście nie polecam). Przypominam, że wszelkie smaczki, nagrody, przekąski z ludzkiego stołu (o zgrozo) to też jedzenie. Nie zastosowanie się do tego zalecenia, jest bardzo niebezpieczne dla zwierzęcia, grozi wymiotami w trakcie zabiegu lub w trakcie wybudzania, a w konsekwencji zakrztuszeniem się zwierzęcia lub zachłystowym zapaleniem płuc!
Żadne maślane oczy nie są warte późniejszego cierpienia. To właściciel jest odpowiedzialny w tej sytuacji.
Rufus ostatni posiłek dostał o godzinie 19:00 dnia poprzedniego. Otrzymał wtedy standardowo dawkę swojego leku na wątrobę.
Pamiętajcie, że o wszystkich przyjmowanych przez psach lekach i ich ostatniej dawce musicie poinformować lekarza na przyjęciu do szpitala. Najprawdopodobniej będzie to anestezjolog. Bardzo ważne jest też zabranie odpisu z wizyty konsultacyjnej, na której było ustalane dalsze postępowanie. Ja niestety o tym nie pomyślałam, ale jako, że operowała nas ta sama Pani Doktor, to klinika przesłała odpis konsultacji elektronicznie.
W klinice stawiliśmy się o godzinie 9:00. Rufus okropnie stresuje się u weterynarza. Pani anestezjolog, która nas przyjmowała powiedziała, że jeśli nie trafi się żaden poważniejszy przypadek, to takie psiaki zawsze bierze na pierwszy rzut, tak też było i w naszym przypadku. Po 14:00 mogliśmy już go odebrać.
Jedynym minusem było to, że nie mogłam być przy Rufusie, kiedy się wybudzał.
Znam go, wiem jakim jest panikarzem i na pewno musiał być okropnie zdezorientowany i wystraszony, kiedy narkoza z niego schodziła. Jedyne co mnie pocieszyło, to, że dostał mocny lek uspokajający i pewnie niewiele kojarzył.
Zabieg u dr. Alicji Gajosz był na maksa kompleksowy. Oprócz głównego problemu – w naszym wypadku usunięcie zęba, miała być wykonana wszelka stomatologia zachowawcza. U Rufusa było to zdjęcie kamienia, zabezpieczenie startych siekaczy i wypełnienie małego ubytku w szkliwie na drugim kle.
Kiedy odebraliśmy Rufusa dostaliśmy wypis wraz z zapasem leków na okres pozabiegowy. Wypisywała go Pani Doktor, która uczestniczyła w zabiegu i bezpośrednio współpracuje z dr. Gajosz. Przekazała nam, że podczas zabiegu nie było żadnych komplikacji, Rufus był bardzo dzielny i otrzymaliśmy wszelkie zalecenia. Dodatkowo zapisaliśmy się od razu na kontrolę pooperacyjną, którą mieliśmy mieć 2 tygodnie po zabiegu. Z lekko jeszcze pijanym piesełem wróciliśmy do domu.
Rekonwalescencja
Najcięższa była pierwsza doba. W zasadzie od razu po powrocie Rufus mógł dostać pierwszą garść karmy. Po zabiegu zalecono nam częste, małe posiłki żeby uniknąć mdłości i wymiotów. Rufus dostawał wtedy suchą karmę, nie musieliśmy jej moczyć, bo kły nie biorą udziału w gryzieniu.
Od momentu powrotu do domu do następnego ranka pies w zasadzie cały czas spał. Przenieśliśmy go na pierwsze 48 godzin do naszego łóżka, wnosiliśmy i znosiliśmy go z niego, bo nie chcieliśmy żeby zrobił sobie krzywdę. W pierwszą noc bardzo mało spał. Zdarzało mu się popiskiwać, z pyszczka w trakcie snu poleciało trochę krwawej śliny. Mordka była opuchnięta i kilka pierwszych dni Rufus inaczej oddychał. Później weterynarz wytłumaczyła nam, że tak się czasem zdarza, bo kły mają korzenie umiejscowione dosyć blisko dróg oddechowych i w wyniku obrzęku pozabiegowego psiak może mieć przejściowe problemy z drożnością nosa. Na szczęście wszystko minęło wraz z gojeniem.
Rufus miał założone szwy rozpuszczalne, pierwszy odpadł już 3 dni po zabiegu, ostatnia nitka kilka dni temu. Przez cały czas smarowałam ranę specjalną maścią stomatologiczną, którą dostaliśmy w “wyprawce” po zabiegu. Przez ten czas mieliśmy nic nie robić w psiej mordce, zabrać zabawki, szarpanie absolutnie zakazane i ogólnie nie wolno przeciążać pacjenta.
Na zdjęciu poniżej Rufus 2 dni po zabiegu, widać opuchnięcie mordki po lewej stronie pyszczka (na zdjęciu prawa).
Sam Rufus oprócz tego, że był w niektóre dni bardziej markotny, czuł się coraz lepiej, apetyt mu dopisywał, dzielnie pozwalał sobie gmerać w pyszczku i smarować bolijapkę. Wg mnie rana goiła się pięknie.
Jako, że 2 tygodnie po zabiegu wypadały w majówkę, to wizytę kontrolną mieliśmy chwilę później.
Wstawiam wam zdjęcie jak ładnie wyglądał już pies po 2 tygodniach gojenia. Zero śladu na pysiu.
A tak “rana” wygląda dzisiaj. Po sumiennym dbaniu o nią i przestrzeganiu zaleceń weterynaryjnych.
Poziom w jaki dr. Gajosz wykonała zabieg sprawił, że trochę opadła mi szczęka. Zębodół był zabezpieczony i zaszyty tak profesjonalnie, że wierzcie mi na słowo, nie jeden ludzki stomatolog zrobiłby to bardziej “na odwal się”. Ja byłam i jestem totalnie zachwycona. Gdyby nie to, że Rufus opuszczając klinikę miał na uchu odrobinę pasty po czyszczeniu zębów, nikt by nawet nie pomyślał, że było z nim cokolwiek robione. Najwyższy poziom zaopiekowania i profesjonalizmu. Dodatkowo mieliśmy bezpośredni kontakt do dr. Mai Piłat (to ta Pani Doktor asystująca dr. Gajosz), która odpowiedziała na moje pytania, których zapomniałam zadać na wizycie kontrolnej. Więc nie tylko zwierzę jest super zaopiekowane, ale też właściciel.
Profilaktyka i higiena psiej jamy ustnej
Czyli część, na którą pewnie czekaliście najbardziej.
Najczęściej odwiedzamy stomatologa z pupilem kiedy już coś się dzieję, jednak zarówno jak w przypadku nas, właścicieli, tak i u psów przydałoby się pokazać w na przeglądzie paszczy przynajmniej raz w roku na kontrolę. Część chorób jamy ustnej długo rozwija się po cichu, a do weta zgłaszamy się, kiedy dają już one naoczne objawy. Kontrola raz w roku potrzebna jest zwłaszcza, jeśli samodzielnie nie zaglądamy do psiej mordki, bo wtedy nie jesteśmy w stanie wypatrzyć pojawiających się nieprawidłowości. Z psem wchodzącym w wiek starszy dobrze byłoby pokazać się nawet dwa razy do roku.
Aby zminimalizować ryzyko chorób przyzębia i odkładanie się płytki nazębnej oraz kamienia, psy trzeba myć zęby.
Biję się w pierś, bo sama tego nie robiłam. Rufus bardzo nie lubi gmerania w pysku i nie chciałam męczyć jego i przy okazji samej siebie, bo zawsze szczotkowanie jego zębów wymaga ode mnie dużej gimnastyki.
Dobrze byłoby myć psu zęby dwa razy dziennie, ale raz to zupełny minimum.
Od kiedy po zabiegu dostaliśmy od Pani weterynarz zielone światło, sumiennie, wieczorem, po psiej kolacji, wyciągam szczoteczkę, płyn i szorujemy.
Jeśli chodzi o metodę, to najłatwiej jest odchylić psi polik i szorować powierzchnie policzkowe do samego “kącika” pyska. Na tej powierzchni zbiera się najwięcej osadu i mycie jej jest dla psa najmniej nieprzyjemne. Jeśli pies sobie pozwala i wypracujemy z nim to sobie, to warto też wyczyścić powierzchnie żujące na zębach trzonowych, ale to z reguły spotyka się z mniejszą psią aprobatą.
Postaram się nagrać Wam filmik instruktażowy i wstawię go na Instagram
Na rynku istnieje wiele preparatów do mycia zębów dla zwierząt, jest w czym wybierać.
Ja osobiście polecam firmę Vetfood i ich żel do higieny jamy ustnej. Poleciła nam go też Pani dr. Piłat, więc tym bardziej jego skuteczność jest potwierdzona. Jest hipoalergiczny, nie ma konkretnego smaku, można go stosować po zabiegach stomatologicznych.
Firma Vetfood posiada również w swojej ofercie chusteczki do czyszczenia zębów. Osobiście ich nie używałam, ale słyszałam o nich wiele dobrego.
Z past z czystym sumieniem mogę polecić Wam Orozyme. Ją również polecała nam Pani Doktor.
![]() |
Co do płynów dodawanych do wody nie mogę się wypowiedzieć, ponieważ nigdy ich nie stosowałam i też nie czytałam w ich temacie, nie będę więc się wymądrzać i wprowadzać Was w błąd.
Zakończenie
Bardzo dziękuję tym, którzy doczytali do końca! Mam nadzieję, że ten wpis był dla Was przydatny, a nasza zębowa historia sprawi, że będziecie ostrożniej wybierali, co Wasz pupil wkłada do pyska.






Komentarze
Prześlij komentarz