Szczekająca codzienność #1 Psia mordka – Rufusowa historia usunięcia kła; Część I
Jeśli obserwujecie nas na Instagramie, to wiecie, że 20 kwietnia Rufus miał zabieg stomatologiczny. Na nim piesek rozstał się ze swoim górnym lewym kłem i dostał domowy przydomek Szczerbatka. Wykazaliście chęć poczytania o naszej historii, więc zapraszam Was do lektury. Postaram się także zawrzeć garść informacji merytorycznych. Ten temat podzielę na dwie części.
Część I, z której dowiecie się jak do tego doszło, jakiego stomatologa wybraliśmy i jak przygotowaliśmy się do zabiegu.
Część II przybliży wam jak wyglądał zabieg i rekonwalescencja oraz jaką profilaktykę warto wdrożyć żeby utrzymać psią paszcze w jak najlepszej kondycji przez długi czas.
Jak to się stało?
Pod względem zębowym nie miałam wcześniej z Rufusem żadnych problemów. Miał odrobinę kamienia, ale osad był na tyle niewielki, że nikt nawet nie sugerował nam usuwania go. Dodatkowo Rufusowi często brzydko pachniało z pyszczka, ale poniekąd była to moja wina, a dokładniej zbyt rzadkiego mycia mu zębów. Po jakimś czasie zauważyłam też, że Rufus ma, w porównaniu do innych psów, mocno starte siekacze, ale na całe szczęście nie zwiększało się ono zauważalnie, przynajmniej w ciągu ostatnich dwóch lat. Poza tym nigdy nic.
Na jednych z ostatnich psich targów szukaliśmy dla niego gryzaków, które zajmą go na dłużej niż 1,5 minuty. I tak, po ogromnych superlatywach ze strony sprzedawcy, kupiliśmy mu ćwiartkę poroża z jelenia. Ćwiartka miał być “delikatniejsza”, bo szpik poroża jest już na wierzchu i pies nie musi się do niego dobierać przez najtwardszą okrywę.
W zaleceniach mieliśmy podawać Rufusowi gryzaka tylko pod naszym nadzorem i nie dłużej niż 15 minut dziennie, czego sumiennie pilnowaliśmy, zwłaszcza ja, bo jestem bardzo przewrażliwiona na punkcie jego zdrowia.
Pieseł ładnie sobie je ciumkał, a kiedy próbował je gryźć całą paszczą, proponowałam mu inny sposób, co nie jest wcale proste przy psie, który ma odruch “pogryźć ile się da i połknąć”.
Oto winowajca:
Jednak to musiało nie być wystarczającym zabezpieczeniem. Rufus musiał używać zbyt dużej siły podczas gryzienia lub kieł musiał być już osłabiony i pewnego dnia zauważyłam, że jego ząb zrobił się różowy.
Przyznam, że zaskoczył mnie ten fakt, bo wiedziałam, że martwica zęba często go przyciemnia/ząb szarzeje, ale różowego zęba to jeszcze nie widziałam. Szybko zrobiłam research w Internecie i znalazłam artykuł z informacją, że zaróżowienie zęba to najczęściej objaw zapalenia miazgi.
Ja dla odmiany wtedy zbladłam i w pierwszej kolejności wykonałam telefon do naszej stałej lecznicy Specvet, w celu umówienia się jak najszybciej do psiego stomatologa. Niestety terminy były bardzo odległe, więc znów z pomocą przyszedł wujek Google. Wyszukałam najlepszych psich stomatologów w Warszawie i znalazłam kilku w tym, wybraną przez nas, dr. Alicję Gajosz.
Mieliśmy ogromnego farta, bo dzwoniłam w piątek, a już w poniedziałek mieliśmy stawić się na konsultacji w jednej z przychodni, w której dr. Alicja przyjmuje.
Weekend minął mi na bacznej obserwacji Rufusa oraz jego kła.
Rufus wtedy już przejawiał dolegliwość bólowe, jednak niestety nie rozpoznałam ich odpowiednio wcześnie. Rufus mocno wycierał tę stronę pyska po której miał chory ząb. Najczęściej kiedy podchodziliśmy do jego posłania. Na początku robił to tylko w zabawie, więc odbieraliśmy to jako “swędzenie nosa”, bo jest to jego częsty odruch, kiedy się z nim droczymy, ale z czasem pocierał nosem nawet, kiedy nie został on dotknięty w zabawie, a później, już nawet na sam nasz widok.
Najprawdopodobniej próbował nam pokazać, że ta strona pyska go boli. Kiedy dr. Gajosz nas w tym uświadomiła, było mi trochę wstyd, że nie domyśliłam się tego wcześniej.
Niestety z powodu dysfunkcji woreczka żółciowego, Rufus nie mógł być długodystansowo na lekach przeciwbólowych. Pierwszy termin zabiegu był miesiąc od konsultacji, ale dr. Alicja bardzo się nami zaopiekowała i obiecała, że sprawdzi swój kalendarz w pozostałych klinikach i zadzwoni do nas.
Jak obiecała tak zrobiła i udało nam się przyspieszyć zabieg o tydzień.
Te 3 tygodnie były dla mnie dosyć ciężkie. Wiedziałam, że psiaka musi boleć. Sama przechodziłam, nie tak dawno, ostre zapalenie miazgi i miałam ochotę chodzić po suficie zanim przyjął mnie dentysta. Poza tym, przez wzgląd na moją dawną profesję napatrzyłam się na ludzi cierpiących na tę przypadłość i nikt nie mówił o tym bólu jako “do wytrzymania”. Tym bardziej podziwiam Rufusa, że tak dzielnie to znosił i zarazem dziwię się, że jedynym sposobem okazywania bólu było to pocieranie pyska. Przed samym zabiegiem jego pyszczek już delikatnie spuchł po stronie chorego zęba, więc bardzo się cieszyłam, że udało nam się dostać ten wcześniejszy termin.
Co teraz?
Do wyboru mieliśmy dwie opcje
1. Całkowite usunięcia kła
2. Leczenie kanałowe
Wybraliśmy opcję pierwszą z wielu względów. Głównym czynnikiem decydującym był wiek Rufusa i fakt, że kieł potrzebny jest psom tylko do rozszarpywania zdobyczy (lub by pewnie chwycić szarpak). Rufus nie jest psem wystawowym, który do sukcesów potrzebuje pełnego uzębienia, nie jest też psem pracującym czy aktywnym sportowo. Kieł nie jest mu zatem niezbędny.
Dodatkowo zęby po kanałowym są słabsze. Wynika to z prostego mechanizmu. Miazga odżywia i nawadnia ząb od środka, leczenie kanałowe to usunięcie zainfekowanej miazgi, wypełnienie kanału zęba materiałem zastępczym i zamknięcie go. Ząb pozbawiony jest wtedy “esencji”, która go odżywia i wzmacnia.
Obrazowo można sobie to wyobrazić jako drzewo, które ma pień pusty w środku. Mocniejsza wichura, uderzenie i pień trzaska. I tak samo dzieje się z zębem. Mocne, niefortunne nagryzienie, uderzenie w zabawie z innym psem czy w podobnych odpałach i ząb pokruszony. Czasem można go jeszcze odbudować, czasem ułamanie jest tak feralne, że ząb nadaję się tylko do usunięcia.
Zdarza się również, że leczenia kanałowego nie da się przeprowadzić kompleksowo w trakcie jednego zabiegu np. kiedy w zębie jest mocny wysięk zapalny.
To oznacza kolejny zabieg i kolejną narkozę.
Ząb po kanałowym wymaga prześwietlenia kilkanaście tygodni po zabiegu, które również wykonuje się w znieczuleniu ogólnym.
Uznaliśmy, że ten ząb nie jest warty aż takiego zachodu u 8-letniego, stresowego Rufusa.
Przygotowania do zabiegu
W trakcie przed zabiegowych przygotowań wykonywaliśmy u Rufusa kilka badań.
1. Badanie podstawowe krwi, które jest absolutnie niezbędne przed zabiegami w znieczuleniu ogólnym. Aby zminimalizować ryzyko komplikacji przy wybudzaniu, lekarze muszą mieć pewność, że nerki i wątroba pracują prawidłowo. Dodatkowo parametry krwi pokażą czy np. pies nie ma zbyt małej ilości płytek krwi, co może sprzyjać wzmożonemu krwawieniu podczas zabiegu.
2. Echo serca, które nie jest obowiązkowe, ale osobiście bardzo polecam, bo daje dodatkowy “spokój”, kiedy oddaje się pupila do szpitala. Rufus jest już w wieku średnim, kontrola serducha była więc u niego zalecana.
3. USG brzucha. Wykonywaliśmy je ze względu na woreczek żółciowy. I tak badamy go regularnie i zrobiliśmy to po prostu troszkę wcześniej niż planowaliśmy.
4. Całkowicie dodatkowo zrobiliśmy też badanie kału, nikt nawet o nim nie wspominał, ale i tak sprawdzamy kupę co 3 miesiące i nie chcieliśmy żeby w okresie rekonwalescencji Rufusowi mogło dolegać cokolwiek innego.
Jakie gryzaki są bezpieczne?
Dr. Gajosz powiedziała, że wszystkie gryzaki, które ugną się, kiedy człowiek wbije w nie mocno paznokieć to gryzaki bezpieczne. Natomiast te, które ugną paznokieć, to takie, których nie podajemy psom. A więc wszelkie gołe kości tzw. gnaty, poroża, prasowane kości (pomijając, że ich w ogóle nie powinno się dawać, bo są niebezpieczne dodatkowo z powodu kruszenia się na ostre igiełki!), patyki z niezniszczalnych drzew ODPADAJĄ. Najbezpieczniejsze są suszone naturalne gryzaki np. uszy królicze, płuca wołowe, żwacze itp. My osobiście najbardziej polecamy uszy z dzika i skórę z dzika/jelenia. To potrafi zająć Rufusa nawet na pół godziny, a takie ucho z królika starcza mu na dwie minuty.
Na tym zakończę pierwszą część tej historii. Mam nadzieję, że czytało się Wam ją lekko i wyciągniecie z niej to, co najlepsze. Dziękuję tym co doczytali do końca! A ja lecę oglądać film z prawie mężem




Komentarze
Prześlij komentarz