Ambicja – buduje czy niszczy?

 


Czasem nie wszystko idzie tak jakbyśmy tego chcieli. Czasem mimo, że nie chcemy i jest to bolesne trzeba odpuścić i zaakceptować to, że rzeczywistość jest inna niż ją zaplanowaliśmy. Długo nas nie było, należą się więc wam słowa wyjaśnienia. Zapraszam do najnowszego wpisu.

Załamanie

Mniej więcej 7 miesięcy temu mocno się z Rufusem na siebie „obraziliśmy”. Praca z nim nigdy nie należała do najłatwiejszych, niekiedy była wręcz frustrująca. Często następowały regresy. Tak też wydarzyło się w zeszłym roku. Regres był na tyle duży, że w zestawieniu z moimi aktualnymi problemami osobistymi i spadkiem motywacji całkiem „usiadłam” i poddałam się.
Im bardziej zagłębiałam się w świat Instagrama, blogów i Facebooka tym większe było moje niezadowolenie kiedy patrzyłam na mojego psa. Inni chwalili się jakie to mają bystre, ambitne, posłuszne i utalentowane psy a ja miałam Rufusa. Który zaczął opornie się uczyć, słuchał się mnie wybiórczo, histeryzował, jednym słowem – odmóżdżył się. Dni robiły się coraz krótsze, zimniejsze, na studiach było coraz więcej roboty, mój spadek nastroju utrzymywał się w najlepsze a praca z psem coraz bardziej odchodziła w zapomnienie. Zrezygnowałam z jakiejkolwiek pracy, bo zrozumiałam, że Rufus nigdy nie będzie psem o jakim marzyłam. Poległam.

5 miesięcy później….

Wraz z nadchodzeniem wiosny, zaczęłam robić też porządki w swojej głowie. Nie mam w naturze poddawania się. Chyba najbardziej podłamał mnie psychicznie właśnie fakt odpuszczenia, bezsilności, braku nadziei na lepszą zmianę. Obserwowałam wtedy od kilku miesięcy stronę behawiorystki – Magdaleny Gutowskiej. Pomimo, że nasza droga z behawiorystami była długa i kręta postanowiłam dać sobie i Rufusowi ostatnią szansę. Magda stała się naszą ostatnią nadzieją. Po spotkaniu z nią, pomimo, że miała pomóc psu, poczułam, że również, a może przede wszystkim, pomogła także mi. Pomogła mi zaakceptować to, że Rufus jest Rufusem i nim będzie zawsze. I że zarówno jemu jak i mnie będzie żyło się lżej i szczęśliwiej, kiedy po prostu mu na to pozwolę.
Nie zrozumcie mnie źle, nie przyszła do mnie i nie powiedziała „Odpuść sobie”. Dała mi delikatnie do zrozumienia, że to co stwarza między nami największy dystans to moje ambicje. Ambicje na psa idealnego dla mnie, podczas kiedy Rufus po prostu chce być sobą i nie zmienię go na tyle żeby się nim stał. Oczywiście nie połączyłam tych faktów od razu. Ale obserwując pracę Magdy z Piesełem i jego samego na co dzień odkryłam, że największy mur pomiędzy nami wybudowałam sama.

Sprostowanie

Chcę dać małe sprostowanie, ponieważ moje słowa mogą mieć wydźwięk nieco za bardzo dramatyczny. To nie tak, że nie dogadywaliśmy się z Rufusem w ogóle. Między nami była i jest (coraz silniejsza z upływem czasu) więź. Jednak ja wymagałam znacznie więcej, chciałam iść z nim w sport, rozwijać się, a utknęliśmy w martwym punkcie i moja presja, którą tak wrażliwy pies musiał odczuć, sprawiła, że pojawił się bunt.

Teraz

A teraz jesteśmy tu. Czyli powoli wracamy. Nie wymagam zbyt wiele, cieszę się z najmniejszej pierdoły a przyjście na zawołanie na smyczy kończy się totalną euforią i imprezą, dzięki czemu Rufusowi nawet zdarzy się samemu przerwać spacer i przyjść do człowieka na chwilową balangę. SZOK! Cofnęliśmy się do poziomu przedszkola, ale też Rufus nigdy w takowym nie był. Nie był poprawnie socjalizowany, wychowywany, szkolony. Niby to wiedziałam ale nie do końca tak to łączyłam. Że do tej pory próbowałam wybudować dom bez fundamentów. No i niby ściany stanęły ale przy zakładaniu dachu już wszystko runęło.


Gdy ambicja wszystko psuje

Czemu o tym wszystkim piszę? Bo wiem, że nie jestem sama. Bo wiem, że jest więcej takich par jak ja i Rufus gdzie bardzo by się chciało, ale jeszcze bardziej nie wychodzi. Tylko nikt o tym nie mówi, nikt o tym nie piszę. Bo to wstyd. Bo jak tu pokazać, że mój pies nie reaguje na przywołanie, wybiórczo odpowiada na komendy, a skupia się na mnie tylko wtedy kiedy nie ma nic ciekawego w polu widzenia, słyszenia i węszenia skoro inni pokazują 165 sztuczkę swojego psa i filmy jak przedziera się przez pole na horyzoncie na sam dźwięk swojego imienia.
Co nie znaczy, że tym osobom nie przydarzają się wpadki. Że nie wkurzają się na swoje psy i chwilami zupełnie się z nimi nie dogadują. Co to, to nie, bo to jest absolutnie normalne! Bo pies to nie algorytm. On też ma lepszy i gorszy dzień, okres, on też się może odmóżdżyć. My też możemy nie mieć humoru i dawać sprzeczne sygnały przez które nie wychodzi.
Możemy też trafić na psa, którego szczytem możliwości jest pogoń za zabawką i podanie łapy. Albo takiego, który skoczyłby za nami w ogień ale za tą sarną to pobiegnie zawsze, bo ma tak silny instynkt łowiecki, że nie ma przebacz i koniec. A nasza ambicja może tylko zablokować zarówno nas jak psa. Kluczem do sukcesu jest to żeby to zaakceptować. Nic poza tym. I wtedy mogą otworzyć się drzwi, które do tej pory były zatrzaśnięte. Zaakceptujcie swoje psiaki. Tego wam życzę.



Komentarze